business

A co Ty oddasz za ordery?

3 Nov 2014

Napoleon Bonaparte powiedział kiedyś, że: „ludzie są gotowi oddać życie za ordery”. Ta, jakże prosta prawda, doskonale sprawdza się w sprzedaży. Nie chodzi mi oczywiście o dosłowne traktowanie słów słynnego Francuza (choć patrząc na zachowania ludzi podczas otwierania kolejnych centrów handlowych można sądzić, że jednak coś jest na rzeczy). W dzisiejszych czasach można zauważyć, że praktycznie każdy człowiek jest gotów poświęcić wiele i równie wiele zapłacić, za posiadanie „orderów”. Przypatrzmy się kilku przykładom.

Dzięki postępowi technologicznemu, współczesne zegarki, które kosztują 50 zł, mierzą czas tak samo precyzyjnie jak zegarmistrzowskie cuda za kilkanaście lub kilkadziesiąt tysięcy. Jeśli komuś zależy jedynie na dokładnej informacji „która godzina”, to przepłaca za wszystko, co kosztuje więcej niż wspomniane 50 zł. Są jednak tacy (a jest ich bardzo wielu), którzy za zegarek-order wyznaczający ich status społeczny, płacą równowartość samochodu i dodatkowo robią to chętnie.

Rynek przeglądarkowych gier społecznościowych posunął się jeszcze dalej. Gracze kupują dla swoich całkowicie wirtualnych postaci, równie wirtualne atrybuty zasiadania na wyższym szczeblu drabiny społecznej w społeczności danej gry. Jednak za te atrybuty płacą już całkowicie realną gotówką. Sześciocyfrowe kwoty jakie miesięcznie zarabiają twórcy takich gier są powszechnym zjawiskiem w tej branży. Dodatkowo, wielu klientów budujących społeczności w tych grach oddaje całkiem realne usługi właścicielom np. zajmują się moderacją, tłumaczeniami, rozwiązywaniem problemów innych użytkowników – zupełnie za darmo. No może nie do końca za darmo, dostają bowiem za swoje bezpłatne usługi, wirtualne odznaczenia, które są widoczne dla innych graczy i tym samym postrzeganie takich osób w grze zmienia się diametralnie, oczywiście na ich korzyść.

O ile w czasach Bonapartego, ordery były dostępne dla nielicznej grupy ludzi, to dziś praktycznie każdy może przypiąć sobie na piersi symboliczny kawałek metalu na kolorowej wstążce. Nawet kupując jajka w supermarkecie, możemy wyznaczać swój status. Bezcenne jest bowiem dla wielu ludzi poczucie pewnej wyższości, gdy w ich koszykach spoczywają jajka od kur „szczęśliwych” czy „bez GMO”, a w koszyku sąsiada leżą te, od niosek hodowanych w klatkach, karmionych najtańszą paszą.

Inny przykład. Słynny puchar mistrzostw świata w piłce nożnej jest wart około 500 tys złotych. Tyle bowiem kosztuje obecnie złoto jakie zostało zużyte do jego wyprodukowania. Jeśli zastanowimy się przez chwilę ile wydaje co cztery lata nasza kadra narodowa, żeby tylko mieć możliwość zagrania w mistrzostwach świata, to zapewne okaże się, że za te pieniądze moglibyśmy dać każdemu piłkarzowi jego własny złoty puchar. Tymczasem ogromne sumy są wydawane w zupełnie inny, wydawałoby się całkowicie nieracjonalny sposób, który ma doprowadzić do zdobycia tego jednego, konkretnego trofeum. Dzieje się tak dlatego, że zyskał on status „superorderu”, dla którego miliony ludzi wydają miliony dolarów, a nieliczni są gotowi doznać bolesnych kontuzji na boisku.

„Ordery” służą pokazywaniu wszystkim dookoła, że oto staliśmy się kimś lepszym, mamy jakieś zasługi, wykazaliśmy się czymś w życiu. W przypadku dóbr konsumpcyjnych oznacza to najczęściej, że nasz portfel jest wystarczająco głęboki, aby wywindować nasze ego tam, gdzie zawsze świeci słońce. Dla handlowców ta wiadomość to prawdziwie Dobra Nowina. Oznacza to bowiem, że można wreszcie zerwać z powszechnym mniemaniem, że „cena czyni cuda”. Dziś każdy, kto ma telewizor w domu, myśli o sobie, jako o niepowtarzalnej jednostce, która zasługuje, jeśli nie na całą wannę, to przynajmniej na łyżeczkę luksusu. Dzięki temu zarówno klienci dysponujący milionami, a także ci, którzy zarabiają płacę minimalną są w stanie otrzymać „order” na miarę swoich możliwości. Dla tych bogatszych będą to luksusowe samochody, wspomniane wcześniej zegarki, złote telefony komórkowe i inne, podobnie ekskluzywne towary. Klienci z mniej zasobnymi portfelami będą celować w odpowiedniki dóbr dla bogaczy, skrojone na ich własną miarę. Ponieważ chęć posiadania takich wyznaczników statusu jest równie silna wśród obu grup klientów, handlowcy mogą spać spokojnie. Jak mówią słowa znanej w Polsce piosenki „dla wszystkich starczy miejsca”. Każdy może dziś paradować ze swoim własnym „orderem” po ulicy.

Related articles

Browse all